Martin Lechowicz

Strażnik z Sopotu

Strażnik z Sopotu

"Jesteśmy w trudnej sytuacji, społeczeństwo nas nienawidzi" - powiedział zastępca komendanta Straży Miejskiej. Cieszy mnie, że się w końcu zorientował. Już myślałem, że strażnicy miejscy zawsze będą żyć w iluzji, że ktoś ich szanuje.

W Sopocie strażnik przyssał się do gościa, który grał na Monciaku. Że nie wolno, że przepisy, że co by to było i że to dla dobra miasta. Na to miasto stojące dookoła odpowiedziało, że chyba mu się coś pomyliło, bo miasto to oni, a nie urzędnik w ratuszu. A oni nie widzą powodu, żeby się przyczepiać.

Strażnik chyba nie zrozumiał.

Gdyby rozumiał to by raczej nie był strażnikiem.

Milicja różni się od policji tym, że milicja przede wszystkim służy państwu i jego przepisom, a policja służy przede wszystkim ludziom.

Natomiast straż miejska różni się od wibratora tym, że wibrator tylko udaje, że jest ch***.

I to wszystko co mam do powiedzenia na temat tej formacji.

comments powered by Disqus

Zobacz też:

Znów jestem agentem 38

Mówi się o mnie.

Tym razem rozpętała się dyskusja na forum libertarianizm.net na temat tego, czy jestem tajnym agentem Tuska.

Myślałem, że to oczywiste. No jasne, że muszę być agentem. Za dużo rzeczy mi się udaje. Jeżeli w Polsce komuś się coś udaje, to może znaczyć tylko jedno: że ma konszachty. Bo niby jak inaczej? Własną pracą? Odwagą? Inicjatywą? Talentem? ...